Rozpoczęliśmy dzień o 8:30 od informacji, że wkłucie centralne przecieka i szybko trzeba interweniować. Muszą znowu zrobić operację (wyjąć wkłucie z żyły łokciowej w prawej rączce, zaszyć ranę i założyć nowe wkłucie, tym razem z żyły udowej po tej samej stronie). Jest to konieczne, gdyż Emilia ma tą drogą poprowadzone liczne leki w tym dwa antybiotyki, worek żywieniowy.
Dostaje niewielką ilość mleka dla alergików by jak najmniej obciążać poddente jelitko.
Podczas naszego pierwszego spotkania, Emi bardzo dużo narzucała własnych oddechów. Praktycznie przez cały nasz pobyt miała ok 45-60/min wszystkich oddechów- z czego na respiratorze było zadanych 26/min, czyli ok 20-35/min oddechów własnych! nie są to wydolne oddechy (jeszcze!) ale jest to informacja dla nas mocno na plus, z czego bardzo się cieszymy. Miała okresy, kiedy były tylko oddechy z respiratora ale nie było ich wiele. Jak zwykle stymulowaliśmy Emi z Kamilem tyle ile mogliśmy i na co pozwalało jej ciałko.
Na koniec tego spotkania zrobiła niezbyt ładną kupkę-zielona, glutowata mazia z odrobiną krwi. Pielęgniarka powiedziała, że może to przez nieumyślne naruszenie jelita podczas jego płukania przez lekarza gastrologa (bo Emi ma od kilku dni płukanie jelit w celu opróżnienia masy kałowej,by pomóc nabrzmiałemu (odcinkowi) jelita. Co raz bardziej skłaniają się do tego, że jest to wynik niedotlenienia (a nie jak była mowa o podejrzeniu choroby Hirschprunga). Długo miała otwarte oczka.
Podczas naszej drugiej wizyty, nie staraciła tych pięknych oddechów (ok 65/min wszystkich, 26 na respiratorze). Nie było grymasów na buzi, kącik ust drgał co jakiś czas a oczka miała zamknięte. Miała też leki do oczu podawane na wacikach.
Dzień wizyt zakończyłby się bardzo pozytywnie gdyby nie fakt, że w pieluszce znów pojawiła się glutowata wydzielina podbarwiona świeżą krwią (było jej więcej niż 1,5 godziny wcześniej). Poprosiliśmy pielęgniarkę by to zobaczyła , a ta lekarkę dyżurującą. Będzie znów konsultacja gastrologiczna…







