A u Emi dzień nieszczególnie dobry…
Dziś o 13. była dobra sposobność by wziąć ją na ręce. Była z nami ciocia Krysia. Tatuś bardzo chciał przytulić Emi do swego serca. Troszkę nabrała masy ale dla tatusia to nie był problem 🙂 Emi troszkę miała otwarte oczka. Strzeliła też kupę. W tamtym momencie to już była trzecia w ciągu dnia. To lepiej niż miała by zalegać ale widziałam na twarzy jakiś “znak zapytania” u pani pielęgniarki, skąd ich tak dużo (?)… W pewnym momencie Emi zaczęła spadać saturacja. Nie bardzo się śliniła ale może przestała jej pasować pozycja ciała. Może rurka gdzieś ją uciskała nie tak w gardle…trzeba było ją położyć. Emi nadal coś nie pasowało. Trzeba było ją przewentylować na 100% tlenu.Kilka razy panie nastawiały na monitorze respiratora taką 2-minutową wartość. Poszło w ruch też ambu i odsysanie.
Emiluś jest dzisiaj dość mocno sztywna. Zmiana pieluszki była wyczynem. Przy każdej próbie podniesienia , odciągnięcia nóżki, podniesienia pupki, zaraz się napinała.
Z nowości to niestety ale w nocy przestała dobrze trawić mleko w porcjach – były zalegania – więc wrócono do podawania Emi mleka w trybie ciągłym tym razem po 12ml/h + nadal jako podstawa żywienia worek.
Od tygodnia ma obrzękniętą lewą rączkę. Z przedramienia i z ramienia może nieco zeszło ale dłoń jest taka jaka była 🙁
Miała wysokie ciśnienie ale tętno ok. 145 i nie bardzo oddychała. Temperatura ok. 37 st. C.
O 16. Emi zaczęła zdecydowanie gorzej się czuć. Spadała jej saturacja, tętno i oddechy wzrosły. Ciocia Krysia, która też wtedy u niej była- zdecydowanie się zaniepokoiła.
Wieczorem Emiluś nie dała się dotknąć! Przez cały czas się spinała bardzo mocno a saturacji nie dało się utrzymać dłużej niż chwilę. Pani stała cały czas obok nas. To ją przewentylowywała, to nastawiała 100% tlenu na respiratorze to odsysała. Kiedy się spinała- leciała jej ślina…Saturacja ciągle spadała. Najpierw do ok.75, potem 69, potem 54…Najniżej spadła do 39% ! Prosiłam Emiluś by była spokojna ale to nie jest od niej zależne…płakałam. Emi też poleciało kilka łez…Każdą staram się łapać i zabierać od niej… Te drastyczne spadki saturacji są wykańczające- ją i nas.
Na respiratorze nadal było 30% tlenu. Pytałam lekarza P. czy może trzeba by zwiększyć jego stężenie. Powiedział, że to nie w tym rzecz. Emi tak mocno się spinała, że nawet 100% tlenu nie chciała przyjmować, bo saturacja nadal spadała. Zmienił kilka ustawień na respiratorze (ciśnienia wtłaczanego powietrza) i zapisał jej dodatkowo jakąś dawkę leku na uspokojenie. Zapytałam czy nadal dostaje Sirdalud. Tak i całą gamę innych leków. Ma ich tyle, że brakuje miejsca w karcie… 🙁 Nie bardzo leczenie przynosi pozytywny skutek…
Tętno wysokie. Maksymalne 195! Wysokie ciśnienie 125/83,i temperatura powyżej 38 st. C. Oddychała różnie. Raczej sama mało narzucała oddechów a wtłaczane powietrze kłóciło się z jej ciałem (widać to po liniach na monitorze). Była opuchnięta i nie otwierała oczu… 🙁
Saturacja spadała i spadała… myślałam, że będzie koniec, że się zadusi brakiem tlenu. Upewniłam się jeszcze raz czy “w razie czego” dzwonią w nocy. Dostałam twierdzącą wiadomość. W tym nieszczęściu miałam szczęście, że była przy nas młoda pani pielęgniarka. Osoba wierząca i praktykująca, z którą rozmawiałam o wielu sprawach. Dowiedziałam się, że i ona za nas się modli i nawet przyjęła kilkakrotnie w naszej intencji Komunię Świętą. Była ciepła i empatyczna co w tamtym momencie było niezwykle ważne. Emi tak bardzo źle się czuła…
Modliłam się z nią, pożegnałam a kiedy wyszłam na zewnątrz spojrzałam w niebo i głośno zapłakałam. To był bardzo trudny wieczór.
P.S. Niedziela, święto Bożego Miłosierdzia i jednocześnie w tym roku Niedziela Wielkanocna u prawosławnych. Podwójne święto. W naszej rodzinie nawet potrójne bo dziś w południe urodził się Borys Wincenty Szczypiński – syn brata Kamila. Przyszedł na świat nieco wcześniej niż myśleli rodzice ale o czasie… Dobrze, że Pan Bóg był wtedy przy Borysie Wincencie…niech będzie na zawsze przy nim!


