Dzień 125 – 13.04.2018

Dzisiaj Emiluś dostaje po 12ml/h mleka i 23ml/h worka żywieniowego. Nie bardzo chciała oddychać ale po stymulacji tatusia całkiem ładnie zaczęła narzucać swoje oddechy. Tatuś chciał Emi odśluzować, ale coś Emi się nie spodobało w tym momencie i spadła jej saturacja do 50%. Pani pielęgniarka dała jej wtedy 100% tlenu na respiratorze i wróciła do normy. Nie otwierała oczu jedynie na moment. Ten moment tatuś wykorzystał puszczając Emi karuzelę.
O 16. byli u Emi dziadek Henio z babcią Marzenką. Masowali ją po brzuszku i rączkach. Zrobiła ciemnobrązową kupę. W zmianie pieluszki pomogła im pani pielęgniarka. Miała dobrą saturację i wydawała się nie spinać…
Na wieczór Emi była bardzo niespokojna. Kiedy do niej przyszłam miała 36,8st C. ale bardzo szybko rosła jej temperatura. Po chwili miała już 37,7 potem 38,2 , 38,8 , 39, aż doszła do 40!!! Napędzała się. Jej tętno wynosiło na starcie 197 ale rosło do 224!!! Spinała się, była cała spocona. Mimo lodu na głowie, później też na podbrzuszu temperatura rosła. Dostała paracetamol dożylnie ale niestety musiała też po chwili dostać krótko działający lek na uspokojenie bo paracetamol i lód by jej nie pomogły. Panie odłączyły sondę z mlekiem i na polecenie pani dr otworzyły sondę . Okazało się, że miała sporo gazu w brzuszku, który nie miał jak uciec. Zrobiła rzadką kupę i niestety ale odkryłam, że robią jej się dwie małe ranki od odparzeń na fałdach pośladkowych ( niestety od popuszczania kupek… Jak ich nie było, było nie dobrze, teraz są i są tego konsekwencje. Jutro trzeba będzie podziałać by podsuszyć pośladki tlenem z ambu…). Kiedy Emi dostała lek na wyciszenie, po chwili zaczęła się lepiej wentylować i ciśnienia wtłaczanego powietrza były całkiem ładne ok. 3-3,5 l/min, gdzie przed tym miała nawet 0,6! Ciśnienie o 19:30 miała nawet dobre: 95/41. Kilka razy spadała jej mocno saturacja do wartości granicznej ok. 45% ! Wtedy pani pielęgniarka przewentylowała Emi, dała jej też 2 razy 100% tlenu na respiratorze, było też ambu i odsysanie. Nawet nie wiem kiedy czas wizyty się skończył, tak szybko przeleciało 1,5h. Oprócz zmiany pieluszki i włączenia muzyczki na regenerację układu nerwowego, to nie wiele mogłam przy niej zrobić. Wycierałam jej ślinę, której było dużo, troszkę nakremowałam i zwilżałam nóżki wodą…Trzymałam ją za rączkę i mówiłam do niej. Prosiłam by się tak nie spinała, bo złość piękności szkodzi 🙂 ale Emi swoje…Otworzyła oczka tylko na ułamek sekundy, gdy mocno się spinała. Na koniec wizyty wyglądała już lepiej. Widać lek na nią podziałał. Kolor buzi i rączek a potem i nóżek już był bardziej wyciszony. Tętno minimalnie poszło w dół i temperatura również. Pomodliłyśmy się razem i jak co dzień pobłogosławiłam ją na tą noc…
To był trudny wieczór… ;(

P.S. Peter dzisiaj był u lekarza. Uszy ma zaczerwienione, szczególnie lewe i brzydko kaszle. Nadal robimy inhalacje, krople do uszu i syropek. Dziś Peter skończył 2 latka i 10 miesięcy 🙂 Przy tej okazji dostał nową, dużą, niebieską łopatkę do piaskownicy. Jak wyzdrowieje będzie z nią śmigał na dworze 🙂 Emi też coś dostała- nowe kreacje. Mam nadzieje, że niebawem panie ją ubiorą w coś lżejszego ;P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *