Wtorek. Emiluś znów pięknie wygląda. Pani pielęgniarka ubrała ją w różową sukieneczkę i różową opaskę. Moja gwiazdeczka! Emileńka dostaje dziś więcej mleczka! 60 ml co 3 godziny! (to aż o 10 więcej!). Dziś też było ważenie. Zbytnio nie przybrała od ostatniego wtorku, jedynie 20 g. Teraz waży 7920 g. Dzieci na oddziale nie mierzą , więc nie wiem jak rośnie ale widać, że od czasu przyjazdu na ten oddział w styczniu, sporo urosła. Już nie jest taką kruszynką tylko śliczną małą dziewczynką 😉
Na respiratorze nie ma zmian. Nadal ma 30% tlenu i 28 zadanych oddechów na minutę. Tętno 125. Temperatura ok. Jedynie ciśnienie od 4. rano do południa wysokie. Cały czas się spina, choć nie zauważamy przy tym znacznych spadków saturacji. Miała też zmienione miejsce wkłucia…Widać żyłki zbyt długo nie wytrzymały…
Emileńka wygląda jakby spała , wykończona jakąś długą zabawą…chciałabym, żeby tak było…
Pod koniec naszej wizyty, na chwilę otworzyła oczka. Choć przez chwilę popatrzyliśmy wzajemnie na siebie. Jaka ona śliczna!
Na oddział przyszedł też ksiądz. Rozmawiał z nami jakieś 20 min! Powiedział, że teraz przeżywamy najtrudniejsze rekolekcje w naszym życiu. Dodał nam otuchy, mówiąc choćby o dojrzałości naszej wiary. Później pomodlił się z nami nie krótko, bo zmówił Ojcze nasz, Zdrwaś Mario, Pod Twoją obronę, wstawiennictwo dzisiejszego patrona- Stanisława i na koniec pobłogosławił Emi.
Wydawałoby się, że dzień będzie spokojny…ale nie. O 16. pani pielęgniarka powiedziała mi, że Emi straciła wkłucia! Nie ma jej gdzie podkłuć !!! Zaczęła jeszcze coś mówić ale dziś widzę, że ta informacja nie była mi potrzebna. Emi potrzebuje wkłucia bo ma dwa antybiotyki i jeden z nich jest tylko dożylnie i to w dużej objętości 40 ml/h.
Dziś na dyżurze jest dr A. P. Pani pielęgniarka musi ją poinformować, a ja już się boję komentarza. Trudna osoba. Czy ona spróbuje podkłuć Emi? Żadna dzisiaj pracująca pielęgniarka chyba już nie potrafi tego zrobić. Czekają na lekarza… Łzy same napływają do oczu. “Niech pani nie płacze, bo później nie starczy już łez”, powiedziała uprzejmie i ciepło pani pielęgniarka. Poleciały samoistnie.
Zdarza się, że przez moment pojawia się ciemność i strach przed nieznanym. Kamil jakby nie chce słuchać tych wszystkich wypowiedzi, przez to wydaje się spokojniejszy. A przecież Emi mimo wszystko się stara! To co możemy zaobserwować to parametry na monitorach ma dobre. Nie widzimy, tego co wewnątrz. Wydaje się, że Emi nigdzie się nie wybiera! Czy tak jest na prawdę? Ciągła niepewność… Słyszałam takie porównanie ks. Pawlukiewicza, że w pewnym momencie życia nie da się inaczej jak tylko ufać Bogu. Tak jakby się leciało jak Małysz ze skoczni , a na dole czeka Jezus i aniołowie. Musisz się w pewnym momencie puścić belki… My lecimy, w jakimś sensie, razem z Emilią. Ufamy Bogu i dziękujemy za każdy kolejny dzień życia naszej Rodziny. Dziękujemy za jej zdrowie i prosimy o zdrowie do końca jej ziemskich dni oraz o łaski, miłość i siły na to co przed nami…
O 16. odwiedził Emi dziadzio Henio i mamusia. Czytałam Emi. Z dziadkiem odmówiliśmy Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Dziadzio ucałował Emi i trochę podrapał ją brodą ;P Pożartował.
Emiluś się spinała i śliniła. Czasami robiła takie minki…usteczka w dziubek…oczko przymknięte. Były to bolesne miny. Tylko przez chwilę miała otwarte oczka. Wykorzystałam ten moment na zrobienie paru zdjęć.
Wiadomość o braku wenflonu i niepewność czy uda się go jeszcze założyć, trochę mnie oszołomiła. Kiedy wyszliśmy z oddziału , zapytałam tatę, co on na to. W odpowiedzi usłyszałam: “Bierzemy, co dają”. To niby oczywiste, ale postawiło mnie do pionu.
Wracając do domu, znaleźliśmy Piotrusia z tatą w piaskownicy. Zmieniliśmy wartę. Kamil poszedł na moment odpocząć. Piotruś chętnie bawił się z chłopcami w piaskownicy a dziadek chętnie do nich dołączył. Ja poszłam się przejść. Zawędrowałam do cukierni, sklepu po drodze i stwierdziłam, że wykorzystam jeszcze chwilę i wejdę na moment do kościoła. Tylko na moment bo zaraz zaczyna się Msza Św. Przycupnęłam w ławce… Po chwili poszłam do konfesjonału, w którym “przypadkiem” był znajomy ksiądz. “Przypadkiem” już wychodził,a ja zwyczajnie pomyślałam, że skorzystam innym razem bo przecież i tak miałam nie zostać już długo. Ksiądz A. zobaczył, że inny ksiądz jeszcze spowiada i się zawrócił. “Przypadkiem” napomknęłam mu o Emi. Wychodząc z konfesjonału, jeszcze dopytał o imię bo wyleciało mu z głowy…Zostałam na Mszy Św., przyjęłam Komunię Św. w pewnej intencji. Na koniec była adoracja Pana Jezusa przez Matkę Jego Maryję. Ks. Adam “przypadkiem” prowadził adorację. Zanosił intencje w różnych sprawach, a na końcu wymienił Emilię! Przede wszystkim zaufania, prośby o uzdrowienie, a jeśli będzie inna wola Boża, co może nastąpić za kilka dni…wszystko oddajemy Tobie i w Tobie pokładamy nadzieję…
“A ja miałam tylko wejść i wyjść”.
Wieczorem do Emi pojechał tatuś. Dr A. P. udało się podkłuć Emi. 🙂 Co wydawało się już sprawą beznadziejną, jeszcze przemieniło się w mały cud! Nie było też komentarza pani dr. Emi wydaje się być spokojna, choć się spina ale nie miała spadków saturacji. Otwierała oczka. dużo się śliniła. Dostaliśmy jeszcze trochę siebie nawzajem!
Dzięki Ci Boże!


