Dzień 107 – 26.03.2018

Poniedziałek. Minął tydzień od operacji założenia Emilii rurki tracheostomijnej. Przez ostatnich kilka dni, jak i dzisiaj, Emileńka jest stabilna oddechowo i krążeniowo, co jakiś czas robi kupki i ma dobry mocz. Widać po niej , że ma ładny kolor skóry i nie ma wielu spadków saturacji a przy tym konieczności przewewntylowywania. Respirator nadal ma nastawiony na 25% tlenu, pozostałe parametry również utrzymane. Tętno wyższe, ok 150. Ciśnienie wysokie, czasem niemierzalne. Temperatura podwyższona ok. 37,5st C. Spina się, choć tego aż tak mocno nie widać. Coś ją ściska od środka bądź dzieje się coś o czym jeszcze nie wiemy. Przy tym dużo oddycha. Widać powtarzalność takiej sytuacji (wysokie tętno, spięcia, duża ilość oddechów własnych i przy tym temperatura). Rzadko otwierała oczka…
Na pierwszym spotkaniu zauważyliśmy, że ma mokry cały rękaw lewej ręki. Sprawdziłam poduszkę, ona też mokra! W tej rączce jest wkłucie centralne, przez które dostaje leki i żywienie do krwioobiegu bo jeszcze nie trawi wystarczająco dobrze. Dziś Emiluś dostaje po 4 ml mleczka na godzinę. Powracając do mokrego rękawka … nie wiele myśląc poszłam do pielęgniarki by to zgłosić…Podeszła jedna, później jeszcze dwie … niestety, wkłucie centralne przecieka! Łzy w moich oczach, silne nerwy u Kamila, w głowie i cichych szeptach modlitwy, by kolejna operacja nie była konieczna … To już byłby 5 raz w ciągu całego jej krótkiego żywota (!), a prawdopodobnie 7 znieczulenie ogólne … Pan dr próbował zrobić wszystko by nie było konieczności kolejnej operacji. Panie przebrały Emi w suche ubranko a mnie pokrzepiły ciepły słowem … Czekamy …
Emiluś o 16. miała spotkanie z dziadziem Heniem. Nie ruszaliśmy jej zbytnio by nie pogorszyć sytuacji z rączką. Dziadzio trzymał Emi za rączkę, głaskał ją a ja próbowałam delikatnie stymulować nóżki. Emi słuchała muzyczki relaksacyjnej. Mówiliśmy do niej tak jakby wszystko rozumiała. Nasz cukiereczek dostał od mamusi mnóstwo całusów (czasem naprawdę bym ją “schrupała”- tak jak Peterka gdy był malutki 😉 – nawet teraz mi się zdarza ;P). Miała poważny jeden spadek saturacji (do 56% saturacji). Zrobiła się szara. Najpierw usta, potem cała twarz. Trwało to ok. pół minuty. Przyszła pani pielęgniarka i dała Emi na respiratorze 100% tlenu na minutę czy dwie, potem respirator wrócił do 25%.
Wieczorem był tatuś Kamil. Bardzo się spinała i od tego cała czerwieniała. Miała stan podgorączkowy i tętno ok.160. Ciśnienie przy tym nadal wysokie. Pan dr porozmawiał z Kamilem. Pokazał swoją empatię i też powiedział, że jest zadziwiony, że Emi wyszła z tego kryzysu, który był 2-go marca! (Jak ten czas leci…). Powiedział, że widział jej wyniki i ją samą, i tak po ludzku, wszystko wskazywało, że odejdzie tamtej nocy … Niezbadane są wyroki Boskie … Wierzę, że Emiluś ma tu jeszcze coś do zrobienia (a może nawet sporo) i walczy do końca!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *