Niedziela. Trochę się wypogodziło i Emilci też. Nie ma temperatury ani też tętno jej nie szaleje. Ślinka opanowana a raczej sama się opanowała. Nadal jest na respiratorze domowym. Panie pielęgniarki mówiły, że poranek był spokojny i nic się nie działo.
Emiluś, jak na niedzielę przystało, bryluje w sukieneczce, tym razem od babci Amalii i białym sweterku z kwiatuszkami, a na główce opaska z białym kwiatem… Nasza modnisia 🙂
Pan Bóg jest dziś łaskawy dla Emilci. Jest spokojna, dobrze się wentyluje, nie ma spadków saturacji. Jest mięciutka! Ach, jaka słodycz! Nawet pozwoliła na niewielkie ruchy w stawie kolanowym… Termometr szpitalny podaje zawyżoną temperaturę 37,2 st C, a nasz 36,7 st C, choć Emi ma chłodne rączki i nóżki. Ciśnienie w nocy miała wysokie ale później się unormowało, nawet poszło w drugą stronę. Tętno też nie pokazuje jakiś niepokojących wartości. Tak było przez cały dzień.
O 16. odwiedzili Emileńkę dziadzio Henio i babcia Gosia. Wszystko było ok. Wieczorem Tatuś dał spokój Emilci, był przy niej i modlił się razem z nią.
To był dobry dzień.
P.S. Dziś finał Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Niestety, Chorwacja przegrała z Francją 4:2. Szkoda, choć Kamil mówił, że sercem jest za Chorwacją ale czuje, że Francuzi i tak wygrają… A Peter odwalił cyrk w kościele. Nie szło go okiełznać. Może w przyszłym tygodniu będzie spokojniejszy. Oby.



Czekam na cud wierzę że taki dzień nadejdzie i Emilcia z dnia na dzień będzie czuła się lepiej ?