Środa. Emileńka miała dzisiaj lepsze i gorsze momenty. Od nocy miała dobre ciśnienia, więc domniemuję, że była dość spokojna. Temperatura w normie jak i pozostałe parametry. Nadal jest na respiratorze szpitalnym i nie ma cewnika. Ważymy każdą pieluszkę by sprawdzić ile posiusiała i a przez to panie sprawdzają jak się bilansuje. O 13. była spokojna i miała zamknięte oczka oraz spokojną twarz. Miała spadki wentylacji. O 16. również nie otwierała oczek, a jak to zrobiła to tylko na moment i było to związane z grymasem bólu… Nadal nie chce by ją zbyt mocno ruszać ale jeśli nam pozwala to staramy się ją choć trochę poruszać. Jeśli ewidentnie tego nie chce- robimy czynności pielęgnacyjne, mówimy do niej, modlimy się z nią… Nie jest to czas stracony, bynajmniej! Ucieka on bardzo szybko, a my staramy się wydłużać go ile się da…
Dzisiaj ma spadki wentylacji przez cały dzień. Wygląda na spokojną ale tak nie jest. Wieczorem pani musiała dodać jej tlenu (na 2 minuty dostała 100%). Otworzyła oczka tylko na chwilę, robiąc tylko niewielkie szparki jakby chciała spojrzeć kto do niej przyszedł…
Mimo wszystko przymierzamy się do zmiany elektryki w pokoju, w którym będzie z nami Emi… Musi być niezawodna by pociągnąć respirator i dodatkowe “gadżety” Emilci. Sami tego nie zrobimy. Na szczęście mamy już sprawdzonego “człowieka od zadań specjalnych”, który obiecał , że pomoże.
P.S. Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że dziewczynkę z końca sali , Martynkę z pod Augustowa, przenoszą do Warszawy. Jutro jedzie. Oby tam szybko ją poprawnie zdiagnozowali i włączyli leczenie by mogła o czasie kontynuować szkołę, gdyż jest uczennicą z czerwonym paskiem. Obiecała, że napisze do mnie jak już wyjdzie ze szpitala. Życzymy jej tego co najlepsze!


