Zaczęliśmy dzień z dobrą wiadomością. Pani dr powiedziała, że “Emilka jej się dzisiaj podoba” ( często zdarzało się słyszeć, że się nie podoba). Wentyluje się dobrze. Nie ma spadków saturacji. Nie ślini się zbyt dużo. Generalnie całkiem nieźle. Spinała się i prężyła ale nie było to ciągle. Nic nie wskazywało na to, co miało wydarzyć się za 3 godziny…
O 16:00 do Emi przyszli babcia Gosia i dziadzio Henio. Babcie zaniepokoił wygląd Emi. Była czerwona jakby się napinała ale też było coś na jej twarzy takiego co ciężko ująć słowami. Zaczęła drgać jej dolna warga czy nawet cała żuchwa! Dziadkowie poprosili panią pielęgniarkę. Idąc mówiła, że pewnie Emi się spina ale gdy ją zobaczyła, wezwała lekarkę. Ta miała podobną reakcję, jednak gdy zobaczyła Emi, poprosiła dziadków o wyjście. Zrobił się ruch przy łóżeczku…Pani dr podała Emi leki, chyba też ją przebrały… Prawdopodobnie Emilia miała pierwszy atak padaczki! Dziadkowie byli wstrząśnięci tą sytuacją, widokiem… uczestnictwem niejako w tym co przyszło niespodziewanie do Emi…Ja zaniemówiłam, gdy się o tym dowiedziałam. Pani dr powiedziała też, że u dzieci w podobnym stanie jak Emilia, to nie jest nic nadzwyczajnego ale u Emi jeszcze nie widziała podobnej reakcji, więc to pierwszy raz. Potem sama z siebie przychodziła by ją zobaczyć a panie pielęgniarki były już bardziej wyczulone. Podczas tego ataku, aparatura niczego nie zasygnalizowała, więc panie będące na środku sali nawet by się nie zorientowały, że coś jest nie tak… Nie wiem co o tym sądzić…Słabo mi się robi na samą myśl o tym, że jeszcze TO przyszło do mojej małej kruszynki…Ciężko.
Wieczorem do Emi przyszedł tatuś…Posiedział z Emi…Ucałował i w sobie znany sposób utulił mocno do serca…Emiluś wieczór miała w kratkę. Raz była spokojna a innym razem spinała się mocno i narzucała sporo oddechów. Także się czerwieniła… Widać coś ją bolało…Na całe szczęście nie miała kolejnego ataku.
Panie miej ją w swojej opiece!


