Dzień 167 – 25.05.2018

Piątek. Pytałam panie pielęgniarki, jak minął poranek? Nic nadzwyczajnego się nie działo. Emi dziś sporo się ślini. Dużo narzuca własnych oddechów ale temperaturę ma dobrą, co jest dobrą wiadomością. Je, trawi. Zrobiła przy nas kupkę podobną do gruboziarnistej musztardy z tym , że była trochę luźna. Mocz ma dobry. Widać też było, że miała robione badanie krwi- zapewne gazometrię- bo miała oklejony paluszek u stópki. Na respiratorze nadal bez zmian 23% tlenu, 28 oddechów, saturacja spadła raz do krytycznej wartości. Było to związane z niesamowicie niskim ciśnieniem wtłaczanego powietrza. Jego wartość wynosiła jedynie 0,23!!! To krytycznie mało. Jak pamiętacie, przy 0,4 wyje aparatura i saturacja szybko spada na bardzo niski poziom. Na szczęście taka sytuacja zdarzyła się tylko raz.
Emilcia była dziś ślicznie ubrana ale musieliśmy ją trochę porozbierać bo się zgrzała. Wszystkie parametry nam dostępne, wydawały się być dobre oprócz ilości narzucanych oddechów. Było ich zdecydowanie za dużo. Udało jej się w końcu wyciszyć, po zmianie pozycji ciała i delikatnym masażu. Może głaskanie i mówienie też miało jakiś wpływ?
Na koniec pierwszego spotkania, modliliśmy się we troje. Dziękowaliśmy Bogu za kolejny dzień życia i prosiliśmy o zdrowie duszy i ciała dla Emilii do końca jej ziemskich dni.
O 16:00 odwiedził Emi tatuś. To było dobre spotkanie. Emi była dość spokojna, nawet zaczęła poruszać dwiema rączkami. Tatuś poprosił panią pielęgniarkę by to zobaczyła i potwierdziła, że też to widzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *