Środa. Nad ranem aż do południa Emiluś była spokojna. Miała dobre- niskie ciśnienie. O 13. tętno miała spokojne ok. 106-112. Na respiratorze nadal 40% tlenu. Wentyluje się nie najgorzej. Nie miała znaczących spadków saturacji. Dziś Emiluś ma po raz pierwszy ubranko od cioci Marioli (a nawet miała dwa, tylko trzeba było dziewczynkę naszą przebrać ;P ).
Dzisiaj Krystian jest ostatni dzień na naszym wspólnym oddziale. Jutro jedzie do Suwałk a stamtąd miejmy nadzieję, że trafi już wreszcie do domu… Dzisiaj też, tak wyszło z resztą nie po raz pierwszy, ma ubranko Emi … To chyba na tą chwilę najlepszy jej kolega… Dobrze, że będzie już bliżej domu…tam będą mogli go odwiedzać najbliżsi…ale nam trochę smutno…
To super chłopak!
Na wieczór Emilka znowu gorączkowała… Tętno windowało do ponad 180 uderzeń na minutę. Trzeba było ją znowu przebrać. Tym razem w bardzo wygodne ubranko od babci Amalii, które specjalnie dla Emi przerobiła tak by sprawiało jak najmniej kłopotu w ubieraniu. Emilcia miała już lód pod główką i pleckami, dlatego czujnik temperatury wskazywał nieprawidłową wartość. Po twarzy nie było widać, żeby cierpiała ale serce jej waliło jak młotem… Miała też podany lek w postaci syropu na obniżenie temperatury…Dostała też dodatkowy zastrzyk domięśniowy na uspokojenie bo temperaturę miała już ponad 39 st C a widocznie nie bardzo na nią działał sam środek przeciwgorączkowy i lód.
Na koniec wizyty zauważyłam, że wypadł jej cewnik ale pani pielęgniarka stwierdziła, że poprosi lekarza jak pójdę i on zadecyduje, czy cewnik zostawić czy dać jej spróbować posiusiać samodzielnie. Kiedy miałam już wychodzić, Emi była spokojniejsza. Temperatura już jej spadła i tętno nie było aż tak wysokie. Spadło do 150-kilku. Po wspólnej modlitwie mogłam spokojniej wrócić do domu…
Kochamy Cię Emilio! Zawsze będziemy przy Tobie!


