Czwartek, Emi czuje się “nieźle” choć nieco gorzej niż wczoraj. Widać na respiratorze zmniejszyli jej ilość tlenu z 25% na 23%. Oddechy bez zmian. Tętno ma dobre i saturacja też jest ok. To dobre wiadomości. Ciśnienie widać, że przez noc i poranek było wysokie. Widocznie dużo się spinała. Temperatura ciała jest nieco niższa dlatego panie ubrały ją nieco cieplej, w czapeczkę i cieplejszy kaftanik. Miała też skarpetki.
Emiluś jakby spała. Kiedy się przebudziła, zaczęła robić bardzo smutne minki, tak jakby chciała płakać. Cały czas ma ten sam wenflon w lewym boku. To dobrze.
Wieczorem była podobna sytuacja. Emi była spokojna. Nie ruszałam jej zbytnio. Czas do snu…Bardzo uważamy na ten bok z wenflonem by go nie straciła. Jeszcze potrzebuje tego wkłucia.
Bardzo chciałam ją poprzytulać…Chociaż dłonią mogłam otulić jej twarz… Emili jest niby tak blisko, a jednak tak daleko…
Modliłyśmy się razem , jak co wieczór. Ułożyłam ją do snu, ucałowałam…naszą słodką Emi…
Do jutra córeczko!


