Wtorek, pierwszy dzień po świętach. Druga doba po zmianie wkłucia centralnego. Emi ma całą rączkę opuchniętą jak balon! Opuchlizna zajmuje również część piersi. Wczoraj wieczorem miała jakiś specjalny opatrunek z gazików. Wyglądał zwyczajnie i w mojej ocenie niepotrzebnie. Rączkę, która jest tak spuchnięta owijać czymś jeszcze i przyciskać ciałem … jakoś mi się to nie mieści w głowie ale trzeci lekarz potwierdził, że taki ucisk się wykonuje… widać jest w tym jakiś sens.
O 13. Emi była spokojna ale bardzo spięta. Zrobiła przy nas dawno wyczekiwanego kleksa. Jednak nie było proste zmienić jej pieluszkę, gdyż nóżki miała mocno sztywne i przy ich podnoszeniu dodatkowo się spinała. Wydawałoby się, że z tą ilością kupy pójdzie łatwo i szybko. A tu zaskoczenie. Wymazałam tą nią nie tylko Emi ale też siebie oraz pieluchę…
Emiluś od dziś dostaje samo mleczko. Wcześniej było to mleczko zmieszane z glukozą… Ciężko uzyskać konkretną informację bo widać nie zawsze się one pokrywają. Emi dostaje 10ml/h mleka (wczoraj było 8ml/h do sondy do żołądka). Ma też worek żywieniowy w tej samej ilości 27ml/h.
Przychodząc dzisiaj znów spotkał nas zawód. Emi była tak ułożona, że zwisała jej jedna stopa i pod wpływem grawitacji wykręcała się w drugą stronę. Nogi nie podparte na rogalu. Spięta. Postanowiliśmy poprosić panią pielęgniarkę i w jak najdelikatniejszy sposób powiedzieć by starała się jej tak nie zostawiać tym bardziej, że się nie rusza i tej nogi sobie nie poprawi. Próbowała coś powiedzieć na swoją obronę ale nie chodziło nam o licytowanie się tylko o dobro Emi…a Emi…zaczęła wtedy spadać saturacja do ok. 54%! Jakby chciała tym powiedzieć: “nie kłóćcie się!”. Tłumaczę jej, że to nie kłótnia ale spokojna rozmowa i chcemy dla niej jak najlepiej… uspokoiła się ;P Sama się podniosła.
Dziś przez cały dzień ma wysokie ciśnienie. Tętno również jest z wyższych. O 13. było w granicach 145. Czasem oddychała sporadycznie, a czasem narzucała sporo własnych oddechów. Temperaturę miała podwyższoną… Tatuś Kamil był bardzo smutny bo dziś musiał pożegnać się, z Emi i nami. Wyjeżdża na kilka dni. Wszyscy będziemy tęsknić…
Po południu Emiluś miała jeszcze wyższe ciśnienie 129/77 i jeszcze wyższe tętno ok.155. Narzucała dużo swoich oddechów do ok. 60. Temperatura również wyższa 37,5 st. C i 31% tlenu. Widać było po niej , że się mocno spinała. Masowałam jej głównie łydki i troszkę dłonie. Głaskałam po buźce i dawałam buziaczki. Bardzo chciałam się do niej przytulić, więc leciutko przylgnęłam do niej.. Cóż to był za moment! 🙂 Przytulałyśmy się do siebie policzkami 🙂 Jej słodki nosek i oczęta były tak blisko. Mamusi udało się skraść parę buziaczków! 😛 Mówiłam do niej, że jestem blisko, by się nie bała i trochę uspokoiła…Spięcia trwały i też sporo się śliniła. Coś ją napędzało do takiego stanu…Nie czuła się dobrze.
Wieczorem pierwsze co zrobiłam po umyciu rąk to zapytałam czy mogę odśluzować Emi. Miała bardzo dużo śluzu, również w nosku. Od 19. zaczęła jej wzrastać temperatura. W pewnym momencie miała 38,9 st. C! mocno się prężyła, a tętno dochodziło do max.189!!! Raz spadła jej saturacja do 64% ale udało jej się sukcesywnie powoli podnieść. Odessałam ją drugi raz z buźki i noska. Cały czas się spinała i w tych momentach wypływała jej ślina, a przy tym mocno się czerwieniła… Dostała paracetamol dożylnie oraz lód pod plecki. Dodatkowo położyłam na główkę waciki nasączone wodą i delikatnie przecierałam jej buźkę, oczka i czółko. Również nóżki starałam się w taki sposób oziębiać…Ciśnienie miała wysokie i generowała dużo własnych oddechów. Dawno nie miała gorączki na wieczór.Względny spokój od niedzieli czyli właściwie jeden dzień…i znów coś. Jeśli nie będzie gorączkowała przez noc to będzie oznaczało prawdopodobnie, że temperaturę wygenerowały spinające się mięśnie, a przy tym wysokie tętno i dużą ilość oddechów. Jeśli jednak będzie gorączkować przez noc, możliwe że trzeba będzie zrobić morfologię i CRP. Mam jakieś myśli, że temperatura może być od opuchniętej rączki tzn. od tego co się w niej dzieje…skąd taka olbrzymia opuchlizna?!
Wieczorem Emiluś tak głośno puściła bąka, że myślałam iż zrobiła potężną kupę. Niestety, fałszywy alarm. Pojawiła się ale w ilości naparstka. Przewinęłam ją i ułożyłam jak najwygodniej umiałam. Przed wyjściem trochę jej tętno się zmniejszyło do 170-paru i oddychała spokojniej , choć nadal dużo. Leciutko mniej się spinała i nieznacznie mniej śliniła. Po moim wyjściu , pani pielęgniarka miała zrobić Emi opatrunek ( okład) na rączkę. Mówiła do niej, że jestem blisko i starałam się jej bardziej nie pobudzać. Nawet nie włączyłam jej muzyki ani zbytnio nie ruszałam. Pomodliłyśmy się razem i dziękowałyśmy Panu Bogu za kolejny wspólny dzień życia oraz prosiłyśmy o zdrowie na resztę jej ziemskich dni… Mam nadzieję, że jutro będzie czuła się lepiej.
Z Panem Bogiem!


