Piątek. Emileńka jest spokojna. Kiedy przyszliśmy, zauważyłam mokry rękaw przy wkłuciu centralnym. Poprosiłam panią pielęgniarkę by to sprawdziła. Podeszłą, zobaczyła i dotknęła przez rękawiczki. Wydawało jej się, że jest ok ale poprosiła panią, która wcześniej Emi się zajmowała. Była to p. Ewa. Pani Ewa sprawdziła czy na pewno jest sucho. Mówię: “jest sucho, prawda?” , pokręciła głową z nietęgą miną…”nie jest”. Opadłam na krzesło. Serce znów przeszył ból. Pani Ewa sprawdziła przy pomocy strzykawki, czy wkłucie przecieka. Wolne wprowadzenie płynu nie wywołało wydobycia się substancji. Może o 12., gdy podawała jej leki, nieco za szybko je wstrzyknęła… ciężko powiedzieć. Pani dr , będąca obok, została poinformowana o sytuacji. Podeszła do nas jeszcze później i powiedziała, że Emi ma od dzisiaj nowy lek (chyba antybiotyk ale nie jestem teraz pewna). Powiedziała, że będą podawać w miarę jak najspokojniej wszystkie leki do wkłucia bo to OSTATNIE i już ze znalezieniem tej żyły był problem…Muszą oszczędzać je, być bardzo delikatnym, by wkłucia nagle nie zabrakło!
…
Na respiratorze na wysoki tlen bo 50%! Względem wczorajszego wieczoru, jest go mniej o 10% i nadal pani dr go zmniejsza. Wieczorem udało się go zmniejszyć do 35%.
Z dobrych wiadomości to Emi dostała o ml więcej mleczka. Widać trawi. Ma teraz 25 ml/h (czyli 50 ml na 3 godziny). ładnie się zbilansowała tzn. oddaje mocz, który poprawił swój koloryt na bardziej słomkowy.
Wieczorem Emi miała 2 czy 3 spadki. Jeden był bardzo gwałtowny. Parametr ciśnienia wtłaczanego powietrza spadł do 0,35! (gdzie granice, w których wentyluje się Emi to max 3,0!, średnio ma wartość ok. 1,8). Długo nie podnosiła się. Zaczęła mocno spadać saturacja. Emi zsiniała. Usta i cała twarz nabrały ziemistego koloru. Prosiłam by odpuściła, a łzy same płynęły mi po policzkach. Serce kuło jak sztyletem. Pani pielęgniarka przyszła i dała Emi 100% tlenu na respiratorze. Powoli zaczęła się podnosić i odzyskiwać kolor… ja też wtedy odżyłam.
Zauważyłam u Emi wysypkę. Miała ją na całym ciele. Poinformowałam panią pielęgniarkę. Zobaczyła co i jak i potwierdziła, że to uczulenie. Pierwsza myśl- czy mogłam jej jakoś zaszkodzić , proszkiem ale nie, bo miała ja wszędzie. Pani dr została poinformowana i przyszła by też obejrzeć Emi. Okazało się, że najprawdopodobniej jest to od leku, który został jej dziś włączony. Od razu pani dr zmieniła lek w zleceniach na inny. Powiedziała, że dobrze, że to zaobserwowałam. Była miła i empatyczna. Powiedziała, że Emi walczy!!! 🙂 Dała promień nadziei…
Dzisiaj udało mi się kupić ładną książeczkę ks. Jana Twardowskiego “Serce za serce czyli co to znaczy kochać”. Postanowiłam, że skoro Emi zbytnio nie można ruszać to chociaż jej wieczorem poczytam 🙂 Wydaje się, że słuchała 🙂 Czytałam jej całą godzinę, później się pomodliłyśmy razem (Emi trzymała różaniec i konkretny koralik a ja wypowiadałam słowa) i na koniec pacierz… Błogosławiłam ją na tą noc. Ucałowałam.
Do jutra córeńko!
P.S. Dziś na oddziale widać od rana panie miały dużo pracy. Czuć zmęczenie i trudność… Odeszło dziecko. To nie jest bez znaczenia dla tych pań. Muszą poradzić sobie w miarę szybko bo są w pracy, a pozostali pacjenci czekają… Trzeba mieć nerwy ze stali, opanować emocje choćby chciało się wyć!


